Pozbądź się kompleksów

Źródło: flickr.com cc - http://www.flickr.com/photos/brothaloveimages/1667573350/sizes/s/in/photostream/Dzisiejszy wpis na Antywebie zainspirował mnie do refleksji nad tym dlaczego na świecie jest tak mało osób posiadających mentalność zwycięzcy i tak wiele, które stronią od podejmowania jakiegokolwiek ryzyka. Polacy są doskonały przykładem narodu zakompleksionego, któremu brakuje wiary w swoje możliwości. Narzekamy, żyjemy w ciągłym dołku, większość dziejących się dookoła nas wydarzeń nie jest przez nas odbierana pozytywnie. Dodatkowo z każdej strony słyszymy głosy odradzające nam podejmowanie ryzyka. Jak żyjąc w takim świecie przełamać syndrom przegranego? Jest to możliwe i wcale nie jest takie trudne jak mogłoby się wydawać.

Większości z nas od dziecka wpaja się to, aby nie podejmować ryzyka. Rodzice zabraniają swoim dzieciom zabawy na świeżym powietrzu, uprawiania sportów ocenianych jako ekstremalne, wygłaszania własnych poglądów, kiedy są one inne niż narzucony z góry tok myślenia. Już od małego wpaja się każdemu, że ryzyko jest złe. Wszyscy dookoła wyrządzają dzieciom straszną krzywdę, nie pozwalając im, aby uwierzyły we własne możliwości. Spróbowanie czegoś i poniesienie porażki to jedna z najważniejszych nauk jaką możemy dostać od życia. Uczy nas tego, jak nie popełniać błędów w przyszłości. Im szybciej zaczniemy próbować i przegrywać, tym łatwiej będzie nam unikać niepowodzeń w dorosłym życiu.

W świecie, w którym nie warto być odważnym, wychowywane są kolejne pokolenia jednostek zaprogramowanych na robienie tego samego co inni. Mamy myśleć, pracować, ubierać się, cieszyć i zachowywać zgodnie ze schematem. Dzięki temu jest ponoć prościej. Dzięki temu nie trzeba niepotrzebnie ryzykować. Po co Ci nowa praca skoro w tej nie jest aż tak źle? Po co masz robić coś nowego, skoro każdy wokół Ciebie idzie po najmniejszej linii oporu? Po co dzielić się swoją wiedzą, pomysłami i wychylać się przed szereg? Czy nie można po prostu robić tego co inni i mieć święty spokój? Nie można!

Zachowawczość i bylejakość to jeden z elementów, który możemy napotkać wszędzie wokół nas. Strach przed poniesieniem porażki jest silniejszy od chęci zaryzykowania. Chęć zachowania status quo jest czasem tak silna, że może paraliżować działania całych organizacji. Kiedy o tym myślę zawsze przypominają mi się słowa wypowiedziane parę lat temu przez jednego z dyrektorów pewnej firmy. Dotyczyły one konkurencji, która podjęła wyraźne działania, aby poprawić swoją pozycję wśród graczy liczących się na rynku: „Zobacz, oni chcą być numerem jeden i zrobią wszystko żeby to osiągnąć. Chcą być pierwsi w każdej kategorii. Wyobrażasz to sobie? Ciężko nam teraz będzie obronić nasze miejsca w okolicach podium”. Kiedy to usłyszałem zacząłem zastanawiać się nad tym dlaczego firma, w której pracowała osoba wypowiadająca te słowa nie chce być numerem jeden. To chyba oczywiste, że jeśli bierze się w czymś udział to zawsze chce się osiągnąć jak najlepszy wynik. Niestety mentalność przegranego wzięła wtedy górę nad chęcią zwycięstwa. Kiedy sam nie myślisz o sobie jako o wygranym, to inni też nie będą Ciebie tak odbierać.

W moim życiu odniosłem wiele porażek. Warto było, bo każda z nich czegoś mnie nauczyła. Nikt nie jest idealny, a mistrzem świata nie zostaje się przy pierwszym podejściu. Mnie też wielokrotnie chciano ograniczać. Po co ci bycie harcerzem, przecież się do tego nie nadajesz? Nie chodź do lasu zjeżdżać na linach, bo stanie ci się krzywda. Nie ćwicz, bo i tak nigdy nic z ciebie nie będzie. Nie podchodź do matury z mojego przedmiotu, bo cię obleję. Po co idziesz na studia, przecież zawsze będziesz pracować u nas? Po co zmieniasz pracę, gdzie będziesz mieć lepiej niż tutaj? To tylko niektóre z tekstów, które bardzo dobrze utkwiły mi w pamięci. Każdy z nich miał podobny przekaz i jego celem było zniechęcenie mnie do robienia tego co chciałem robić. Większość ludzi bardzo nie lubi kiedy ktoś mówi im czego nie mają robić. Gdybym posłuchał którejś z tych rad to zrobiłbym to w przypadku każdej następnej. Stałbym się tchórzem, który boi się zaryzykować w jakiejkolwiek sytuacji i zapewne nie byłbym w miejscu, w którym dziś jestem.

Nie bój się porażek! To co Cię nie zabije, tylko Cię wzmocni. Świetnym przykładem na to, że nie można się poddawać jest historia Abrahama Lincolna. W swoim życiu poniósł tyle porażek, że wystarczyłoby ich spokojnie dla kilkunastu osób:

1831 – utrata pracy,

1832 – porażka w wyborach do władz ustawodawczych oraz utrata pracy,

1833 – bankructwo, biznes na który pożyczył pieniądze od przyjaciela nie wypalił, pożyczkę spłacał 17 lat,

1835 – śmierć narzeczonej,

1836 – załamanie nerwowe,

1838 – porażka w wyborach na przewodniczącego władz ustawodawczych,

1843 – porażka w wyborach do Kongresu,

1848 – przegrana przy ponownej nominacji do Kongresu,

1849 – odrzucenie kandydatury na urzędnika rejestru ziemskiego,

1854 – porażka w wyborach do Senatu,

1856 – przegrana podczas nominacji na wiceprezydenta,

1858 – kolejna porażka w wyborach do Senatu,

1860 – wybór na szesnastego prezydenta Stanów Zjednoczonych!

Odwaga przejawia się w wielu aspektach naszego życia. W największym stopniu potrzebna jest nam do realizacji naszych marzeń. Skoro inni ludzie na świecie mogą czegoś dokonać, to dlaczego nam ma się nie udać? Skoro inni mają ciekawe pomysły i wcielają je w życie, to dlaczego my mamy tego nie robić? Skoro na świecie powstaje tyle innowacji, to czemu my nie wymyślimy czegoś pomysłowego? Wystarczy zmienić sposób myślenia! Zerwij kajdany, które Cię ograniczają. Zatkaj usta tym, którzy mówią, że Ci się nie uda. Pokaż każdemu, że masz odwagę, aby robić to co chcesz i lubisz. Potkniesz się nie raz, ale w końcu Ci się uda. Nie próbując nigdy nic nie osiągniesz. Żeby mieć szansę wygrać wyścig przede wszystkim trzeba wziąć w nim udział.